Kiedy kuzynki Rose oznajmiły, że wybierają się na nocne zakupy, Rose wyciągnęła mnie do klubu, abyśmy nie siedziały kolejny wieczór same w domu. Jednak tak jak się spodziewałam, w klubie nie było wcale lepiej. Nigdy nie lubiłam zapachu papierosów i pijanych typków.
- Patrzy się na ciebie. - powiedziała nagle Rose, przybliżając się lekko do mnie.
- Kto? - spojrzałam na nią lekko zdziwiona.
- Andres. - uśmiechnęła się.
Odwróciłam się lekko za siebie, rzeczywiście. Siedział niedaleko ze swoim bratem i znajomymi i wpatrywał się w nas, lub coś obok nas - nigdy nie wiadomo.
- I co z tego... - westchnęłam.
Andres zawsze mi się podobał. Był przystojny, wysportowany, a przede wszystkim był troskliwy i dobry, no i przy tym strasznie uroczy. Ale on nigdy nie spojrzałby na mnie tak, jakbym chciała. Różni nas jedno, on jest bogaty, ja raczej biedna. Odkąd mój ojciec zmarł, mama musiała utrzymać mnie i brata ze swojej marnej pensji. Nie zawsze udawało nam się zapłacić wszystkie rachunki, nie jadaliśmy w restauracjach, nie jadaliśmy specjałów, nie chodziliśmy do kina ani nie jeździliśmy na wycieczki szkolne, wakacje. Do tego można przywyknąć, choć i tak nie mieliśmy najgorzej. Mieliśmy ciepły dom, oraz kochającą mamę. Andres z kolei, z tego co mi wiadomo pochodzi z bardzo bogatej rodziny. Jego ojciec prowadzi stadninę sportowych koni, głównie anglików. Wystawia je na gonitwy, najlepsze klacze co pewien czas pokrywa najlepszymi ogierami i sprzedaje źrebaki po doskonałych rodzicach za krocie. Jego mama zaś prowadzi salon samochodowy, chyba bmw. A przynajmniej tak mówią, nigdy nie miałam okazji bliżej go poznać.
Wydawać się mogło, że ten wieczór gorszy już być nie może... a jednak. Przyplątał się David wraz z kumplami, wszyscy byli zupełnie nawaleni.
- Cześć maleńka, tęskniłaś? - uwiesił się na mnie, a ja się lekko skrzywiłam.
- Nie, nie mów do mnie tak. - próbowałam odciążyć swój kręgosłup, spychając jego rękę, jednak nie udało mi się to.
- Bo co? - pocałował mnie w ucho a ja jeszcze bardziej się skrzywiłam.
Rose uciekła, no cóż... ona po prostu już taka była. Nie miałam jej tego za złe, po prostu taka jest. Nagle chłopak objął mnie za całą szyję i chciał nogami oplątać się wokół mojego pasa. Jednak jako że był znacznie cięższy, polecieliśmy do tyłu. On odleciał w bok, a ja na kogoś wpadłam. Okazało się że był to Andres.
Naprawdę, bardzo chciałam go zaprosić do środka, porozmawiać z nim, spędzić z nim więcej czasu. Ale kiedy weszłam do środka, przestałam żałować. Dookoła była porozrzucana bielizna damska i męska, przeniosłam wzrok na kanapę, a tam ujrzałam kuzynki Rose bawiące się w trójkącik z jakimiś facetami.
- Ali! - krzyknęła Emily.
Szybko zakryłam oczy ręką i zamknęłam się w swoim malutkim pokoju oszołomiona. No ładnie, nigdy nie przypuszczałam, że urządzą sobie orgie w moim salonie! Nie chcąc słuchać tych jęków, wsadziłam w uszy słuchawki, puściłam muzykę, położyłam się na łóżku i tak też zasnęłam.
Take me under the wings
piątek, 28 lipca 2017
Od Andresa
Tego dnia miałem spokój. Nie miałem treningu, a jak nie mam treningu, nie mam nic do robienia. No... zazwyczaj. Pomijając drobne czy większe remonty przy motorze, raczej nie miałem żadnych obowiązków. Czasem mnie to potwornie męczyło. Niektórzy może mówią, że chcieliby mieć takie życie jak ja, prawie nic nie robić a mieć pieniądze. Nie wiedzą jednak, jak to tak naprawdę wygląda. Bycie mną wcale nie jest takie fajne, jak się wydaje. Wiecznie same zakazy, rozkazy. Jeszcze tego by brakowało, żeby zaczęli mi wybierać przyjaciół. Choć... dziewczynę próbowali mi już wcisnąć. Jakąś wychudzoną modelkę... brrr. Mi już podoba się jedna dziewczyna... Alison. Jest... cudowna, pod każdym względem. Skromna, śliczna, dobra... ideał. A przynajmniej mój ideał. Ale nie ma się co łudzić, ona raczej nie gustuje w takich typkach jak ja. Chociaż patrząc na jej byłego chłopaka... dobra, już mniejsza o to.
Wieczorem siedziałem z Deanem, Leonem i Christianem w barze. No dobrze, może teraz trochę o nich. Dean to mój brat, obecnie studiuje inżynierię. Leon i Christian to nasi przyjaciele, Chris robi karierę piłkarską, a Leon jest wokalistą. A ja jestem motocrossistą. Ciekawy z nas duet, nieprawdaż? Tacy różni, a jednak tacy sami. Siedzieliśmy przy jednym ze stolików, piliśmy po jednym piwie. Żaden z na nie lubił hucznych imprez i dużej ilości alkoholu, dlatego zawsze siedzieliśmy tu maksymalnie do północy, bo później robiło się głośno, było coraz więcej nawalonych facetów. Dean opowiadał o jednym ze swoich nauczycieli, który go nienawidzi i specjalnie obniża mu każdą ocenę. Ja jednak go nie słuchałem, mój wzrok skupiał się nad Alison, siedzącą przy barze ze swoją koleżanką, Rose.
- Dean, Andres cię nie słucha. - lekko przerwał mu Leon.
- Właśnie widzę. - westchnął lekko.
- Utkwił na planecie Alison. - uśmiechnął się i oboje spojrzeli w ich kierunku. W końcu jednak szturchnął mnie, powodując, że spojrzałem na niego. - Zagadaj do niej cykorze. - powiedział.
- Daj spokój, nawet by na mnie nie spojrzała. - stwierdziłem i wziąłem łyk piwa.
- Och tak, masz racę... a czemu to niby? - Dean spojrzał na mnie z rozbawieniem.
- Bo ja jestem zwykłym Andresem...
- Taaak, a ona na pewno czeka na księcia na białym koniu. - wywrócił lekko oczami.
- Możesz zabawić się w jej rycerza obrońcę. - wtrącił nagle Leon i wskazał na Davida, zmierzającego w stronę Alison.
David jest jej byłym chłopakiem. Do końca nie zagłębiałem się w powód ich zerwania, ale podobno ją zdradził, nie szanował etc. Biedna, zerwała z nim, ale on nadal się od niej nie odczepił. Cały czas ją zaczepia, szturcha, a raz nawet ją uderzył. Obdarzyłem chłopaków szybkim spojrzeniem i czekałem, czy coś się z tego rozwinie. Chłopak podszedł do dziewczyny i uwiesił jej się na szyi.
- Co tam malutka? - cmoknął ją w ucho.
- Nie nazywaj mnie tak. Spadaj. - próbowała uwolnić się z jego uścisku, jednak na nic to szło.
Dla mnie to strasznie głupie, że nikt w tym pomieszczeniu nie potrafi zareagować na takie coś. Barman spokojnie czyści szklanki, nie zważając na nic, ochroniarza zwolnili a inni faceci... no cóż, brak słów. Nie mogąc dłużej na to patrzeć wstałem i ruszyłem w ich kierunku.
- Ej! - zdążyłem jedynie powiedzieć to, ponieważ chłopak wskoczył jej na plecy i oboje przewrócili się z krzesłem do tyłu, chłopak poleciał na bok, a dziewczyna na mnie. Wylądowaliśmy na ziemi. - Wszystko w porządku? - spytałem.
- Powiedzmy... - położyła dłoń na karku. - A tobie nic się nie stało? - odwróciła się do mnie. - Andres... hej. - uśmiechnęła się lekko.
- Hej... - odwzajemniłem uśmiech. - Na pewno wszystko w porządku? - położyłem dłoń na jej ramieniu i zacząłem ją lekko masować.
- Tak, teraz lepiej, dziękuję. - mimo to, co właśnie się stało, uśmiechała się do mnie. - Przepraszam...
- Nie masz za co. To przez tamtego debila... wstańmy lepiej, bo zaraz ktoś nas zdepcze. - uśmiechnąłem się.
- Tak, to dobry pomysł. - przyznała, odwzajemniając gest.
Wstałem i podałem jej ręce, złapała je i wstała.
- Wiesz, ja chyba będę wracać już do domu. - stwierdziła widząc, że Rose się zmyła.
- Odprowadzę cię. - zaproponowałem. - Już późno... - zauważyłem. Ali uniosła lekko kąciki ust i skinęła głową. - Zaczekaj na mnie chwilę. - powiedziałem i poszedłem do stolika, gdzie siedzieli chłopacy. - Na razie. - powiedziałem jedynie.
- No tak, Ali wzywa. - uśmiechali się.
Wywróciłem oczami i wróciłem do dziewczyny.
- Możemy iść. - uśmiechnąłem się lekko.
Alison skinęła głową i delikatnie odwzajemniła gest. Wyszliśmy z klubu, ruszyliśmy przed siebie, szliśmy przez park. Czułem że jest chłodno, a kiedy zobaczyłem, że Ali lekko się wzdryga z zimn, założyłem jej swoją bluzę, która sięgała jej do połowy ud. Podziękowała z uśmiechem. Niestety szybko udało nam się dojść pod jej mieszkanie.
- Zaprosiłabym cię, ale u Rose są jej dwie i jest trochę ciasno. - powiedziała.
- To nic, i tak już późno. - oparłem się o ścianę.
- Dzięki za odprowadzenie. - uśmiechnęła się.
- Drobiazg. - odwzajemniłem uśmiech.
- To dobranoc. - otworzyła lekko drzwi.
- Dobranoc. - odparłem.
Kiedy zniknęła w mieszkaniu, wyszedłem z bloku i poszedłem od razu do siebie. Tam wprowadziłem auto i motor do garażu, po czym nakarmiłem swoje psy i sam poszedłem wziąć prysznic a później, kiedy położyłem się do łóżka od razu zasnąłem.
Wieczorem siedziałem z Deanem, Leonem i Christianem w barze. No dobrze, może teraz trochę o nich. Dean to mój brat, obecnie studiuje inżynierię. Leon i Christian to nasi przyjaciele, Chris robi karierę piłkarską, a Leon jest wokalistą. A ja jestem motocrossistą. Ciekawy z nas duet, nieprawdaż? Tacy różni, a jednak tacy sami. Siedzieliśmy przy jednym ze stolików, piliśmy po jednym piwie. Żaden z na nie lubił hucznych imprez i dużej ilości alkoholu, dlatego zawsze siedzieliśmy tu maksymalnie do północy, bo później robiło się głośno, było coraz więcej nawalonych facetów. Dean opowiadał o jednym ze swoich nauczycieli, który go nienawidzi i specjalnie obniża mu każdą ocenę. Ja jednak go nie słuchałem, mój wzrok skupiał się nad Alison, siedzącą przy barze ze swoją koleżanką, Rose.
- Dean, Andres cię nie słucha. - lekko przerwał mu Leon.
- Właśnie widzę. - westchnął lekko.
- Utkwił na planecie Alison. - uśmiechnął się i oboje spojrzeli w ich kierunku. W końcu jednak szturchnął mnie, powodując, że spojrzałem na niego. - Zagadaj do niej cykorze. - powiedział.
- Daj spokój, nawet by na mnie nie spojrzała. - stwierdziłem i wziąłem łyk piwa.
- Och tak, masz racę... a czemu to niby? - Dean spojrzał na mnie z rozbawieniem.
- Bo ja jestem zwykłym Andresem...
- Taaak, a ona na pewno czeka na księcia na białym koniu. - wywrócił lekko oczami.
- Możesz zabawić się w jej rycerza obrońcę. - wtrącił nagle Leon i wskazał na Davida, zmierzającego w stronę Alison.
David jest jej byłym chłopakiem. Do końca nie zagłębiałem się w powód ich zerwania, ale podobno ją zdradził, nie szanował etc. Biedna, zerwała z nim, ale on nadal się od niej nie odczepił. Cały czas ją zaczepia, szturcha, a raz nawet ją uderzył. Obdarzyłem chłopaków szybkim spojrzeniem i czekałem, czy coś się z tego rozwinie. Chłopak podszedł do dziewczyny i uwiesił jej się na szyi.
- Co tam malutka? - cmoknął ją w ucho.
- Nie nazywaj mnie tak. Spadaj. - próbowała uwolnić się z jego uścisku, jednak na nic to szło.
Dla mnie to strasznie głupie, że nikt w tym pomieszczeniu nie potrafi zareagować na takie coś. Barman spokojnie czyści szklanki, nie zważając na nic, ochroniarza zwolnili a inni faceci... no cóż, brak słów. Nie mogąc dłużej na to patrzeć wstałem i ruszyłem w ich kierunku.
- Ej! - zdążyłem jedynie powiedzieć to, ponieważ chłopak wskoczył jej na plecy i oboje przewrócili się z krzesłem do tyłu, chłopak poleciał na bok, a dziewczyna na mnie. Wylądowaliśmy na ziemi. - Wszystko w porządku? - spytałem.
- Powiedzmy... - położyła dłoń na karku. - A tobie nic się nie stało? - odwróciła się do mnie. - Andres... hej. - uśmiechnęła się lekko.
- Hej... - odwzajemniłem uśmiech. - Na pewno wszystko w porządku? - położyłem dłoń na jej ramieniu i zacząłem ją lekko masować.
- Tak, teraz lepiej, dziękuję. - mimo to, co właśnie się stało, uśmiechała się do mnie. - Przepraszam...
- Nie masz za co. To przez tamtego debila... wstańmy lepiej, bo zaraz ktoś nas zdepcze. - uśmiechnąłem się.
- Tak, to dobry pomysł. - przyznała, odwzajemniając gest.
Wstałem i podałem jej ręce, złapała je i wstała.
- Wiesz, ja chyba będę wracać już do domu. - stwierdziła widząc, że Rose się zmyła.
- Odprowadzę cię. - zaproponowałem. - Już późno... - zauważyłem. Ali uniosła lekko kąciki ust i skinęła głową. - Zaczekaj na mnie chwilę. - powiedziałem i poszedłem do stolika, gdzie siedzieli chłopacy. - Na razie. - powiedziałem jedynie.
- No tak, Ali wzywa. - uśmiechali się.
Wywróciłem oczami i wróciłem do dziewczyny.
- Możemy iść. - uśmiechnąłem się lekko.
Alison skinęła głową i delikatnie odwzajemniła gest. Wyszliśmy z klubu, ruszyliśmy przed siebie, szliśmy przez park. Czułem że jest chłodno, a kiedy zobaczyłem, że Ali lekko się wzdryga z zimn, założyłem jej swoją bluzę, która sięgała jej do połowy ud. Podziękowała z uśmiechem. Niestety szybko udało nam się dojść pod jej mieszkanie.
- Zaprosiłabym cię, ale u Rose są jej dwie i jest trochę ciasno. - powiedziała.
- To nic, i tak już późno. - oparłem się o ścianę.
- Dzięki za odprowadzenie. - uśmiechnęła się.
- Drobiazg. - odwzajemniłem uśmiech.
- To dobranoc. - otworzyła lekko drzwi.
- Dobranoc. - odparłem.
Kiedy zniknęła w mieszkaniu, wyszedłem z bloku i poszedłem od razu do siebie. Tam wprowadziłem auto i motor do garażu, po czym nakarmiłem swoje psy i sam poszedłem wziąć prysznic a później, kiedy położyłem się do łóżka od razu zasnąłem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)